Badania wdrożeniowe

Przystępując do dalszego etapu czyli badań wdrożeniowych, trzeba już przeprowadzić dokładne badania rynku i opracować plan marketingowy dla nowego produktu. Jednocześnie trzeba powiększyć skalę produkcyjną tej nowej technologii i na drodze badań praktycznych zoptymalizować parametry nowej linii produkcyjnej. To są odmienne badania od naukowych w sensie akademickim ale tu też stosuje się metodykę naukową. Bada się w dużej skali wpływ zmian parametrów na określone właściwości produktu osobno albo równocześnie, dokonuje złożonych obliczeń, symulacji i optymalizacji. Tyle, że to wszystko dużo więcej kosztuje, bo trzeba wstawić drogie maszyny, dobrać zestawy surowców, podzespołów, materiałów pomocniczych, sprawdzić wszystkie osobno i razem. W końcu trzeba ustalić i zatwierdzić procedury, zgromadzić i przeszkolić załogę, zapewnić dostawy, itp. Takie procesy idą w grube miliony w każdej walucie. A tu banki domagają się spłat, urzędy podatkowe domagają się podatków, wierzyciele się denerwują, wszyscy tracą cierpliwość.

Wreszcie przeprowadza się próby w większej skali technicznej (wersje beta, gamma, itd), choć jeszcze na małych ilościach produktów, oceniając na bazie akceptacji rynkowej ich ostateczny kształt i właściwości. A w tej nowej linii produkcyjnej znowu jak przedtem, tylko w większej skali – tu nie działa to, a tam nie całkiem dobrze działa owo. Coś znowu trzeba lepiej zsynchronizować, tu trzeba zmienić, tam poprawić lub dołożyć – to wszystko rodzi ogromne wydatki, terminy gonią a dochodu ciągle nie ma. Dlatego ta dolina śmierci w tym etapie badań i prac wdrożeniowych szybko się pogłębia. Tu są potrzebne bezprocentowe kredyty, ulgi finansowe, odroczenia podatkowe, przedłużone terminy spłat i wpłat.

Tak w uproszczeniu wyglądają rozwojowe i wdrożeniowe badania przemysłowe, które mają na celu ustalenie parametrów nowej technologii i wytworzenie gotowego dla rynku i zaakceptowanego przez niego produktu. Jeszcze dojdą spore wydatki na promocję i rozwój sieci dystrybucji, czym na ogół zajmują się jeszcze inne, wyspecjalizowane w tym firmy. I oto ten nowy produkt już prawie leży na półce w barwnym lub błyszczącym opakowaniu i w atrakcyjnej – a jakże – bardzo niskiej cenie, jakby to nowe wdrożenie nic nie kosztowało…

Takimi nowymi wdrożeniami zazwyczaj kierują bardzo wysoko kwalifikowani specjaliści, doświadczeni w zarządzaniu tego typu złożonymi projektami. Nie zawsze i niekoniecznie wszystkie kończą się sukcesem. Bardzo rzadko i tylko nieliczne, największe firmy światowe prowadzą badania w pełnym cyklu, od badań stosowanych, poprzez rozwojowe, do wdrożeniowych, co zaznaczono kolorem niebieskim na wcześniej omawianym rysunku. Właściwie tylko największe globalne korporacje na to stać. A przecież 90 proc. przemysłu w Europie, także w Polsce, to są małe i średnie przedsiębiorstwa. Co ci mają robić, żeby wytrzymać presję innowacyjną rynku?…

Małe firmy nie mają bogatych laboratoriów i dla rozwoju nowych produktów muszą korzystać z usług specjalistycznych placówek badawczych czy okolicznych uczelni, ale zawsze muszą pilnować kosztów i budżetu, bo w krótszym czasie musi im się to opłacić. Muszą rozwijać nową produkcję, muszą wdrażać innowacje żeby być konkurencyjnym nawet na rynku lokalnym, ale musi być z tego konkretny zysk w przewidywalnym czasie. Tym firmom przychodzi to bardzo trudno, przy napiętych terminach i skromnych budżetach. Ich działania innowacyjne trzeba wspierać formalnie, organizacyjnie i finansowo, przez dedykowane publiczne instytucje oraz bogactwo dostępnych instrumentów finansowych. Doświadczenia innych krajów wskazują, że z takimi procesami najbardziej efektywnie sobie radzą instytucje regionalnego zarządzania wiedzą. Nie centralne, bo regionalne najlepiej znają specyfikę swojego terenu, prawdziwe potrzeby lokalnego rynku i lokalnego przemysłu a także realne możliwości lokalnych uczelni.

Spis treści

Menu
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin