Co z tego mamy?…

W Polsce badania rozwojowe i wdrożeniowe są nijak traktowane, poczynając już od bałaganu legislacyjnego związanego z niespójnym nazewnictwem. Oficjalnie wydaje się na te badania tylko 30 kilka procent wszystkich wydatków, a powinno się przeznaczać 60, a nawet 70%, tak jak Korea Południowa i inne kraje na tzw. szybkiej ścieżce rozwoju. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby ten wkład pochodził głównie z sektora prywatnego. Ten sektor jednak nie zrobi tego z samej czystej ochoty, czyli kiedy mu się to nie opłaca, czy dopóki nie ma przejrzystych podstaw prawnych. Sektor publiczny musi zadbać, by temu prywatnemu się opłacało tak a nie inaczej inwestować. i o to się właśnie rozchodzi w dyskursach, że tego brakuje, tego się nie robi od lat. w efekcie te braki przekładają się na słabe wskaźniki makroekonomiczne, na przykład małą ilość patentów na rok i na milion mieszkańców i inne.

W praktyce gospodarczej jeszcze ważniejszy od samej bezwzględnej liczby patentów jest wskaźnik patentów wdrożonych, i tu sektor prywatny ma największe zainteresowanie. Żeby patenty wdrażać skutecznie, to jednak najpierw trzeba je mieć; mieć dużo, żeby było w czym przebierać. w Polsce przez długie lata ten wskaźnik krajowych patentów oscylował około 2-3/rok/mln mieszk. Niedawno podobno objawia tendencją wzrostową ale dane są trudne do zweryfikowania i nie są pewne, bo w UPRP patenty zgłaszają także polskie filie firm zagranicznych. Pojawia się ciekawe pytanie przy tej okazji: czy patrząc na takie wyniki możemy przyjąć, że na przykład Kanadyjczycy są sto razy mądrzejsi od Polaków rejestrując 300 patentów na milion mieszkańców na rok, czy choćby tylko dziesięć, albo może sześć?.. Nawet gdyby byli tylko dwa razy mądrzejsi, to już powinniśmy mieć tych swoich patentów dobrze ponad sto na rok na milion mieszkańców. a w EPO (Urzędzie Patentowym EU) mieliśmy ich w 2009 r. tylko 3,6 – przedostatnie miejsce przed Turcją, ostatnio trochę więcej ale ciągle mało tych rodzimych. Może to wszystko raczej oznacza, że jednak nie jesteśmy aż tak strasznie głupi, tylko ten nasz system jest aż taki kiepski, że praktycznie niedrożny? …

Jeżeli spojrzymy na wskaźnik ilość patentów tzw. wysokich technologii, to wynik jest jeszcze bardziej przygnębiający, bo daleko po przecinku mamy tylko coś tam, ale to i tak nie rdzennie nasze…

Liczba patentów „wysokich technologii” /milion mieszk./rok
Finlandia 105
Niemcy 35
Polska 0,007… czyli – coś tam, coś tam…

Ten wskaźnik wiąże się z innym ważnym wskaźnikiem makroekonomicznym, jakim jest udział produktów wysokich technologii w eksporcie, co z kolei widać w tabelce poniżej. Porównując wyniki powyżej z tymi poniżej rozumiemy dobrze, że ten słaby udział wysokich technologii w eksporcie to i tak nie są nasze wynalazki zawarte w naszych produktach. To są pomysły i produkty Huawei Polska, LG Polska, Siemens Polska, to jest Samsung Polska, Opel Polska, Toyota Polska, itd. Tu się montuje.

Udział „wysokich technologii” w eksporcie %
USA 36
UE 15 18
PL 2, ale…

Wiadomo, że nowe technologie przyjeżdżają gotowe z zewnątrz, a my jako (na razie) tania montownia eksportujemy te produkty tam, gdzie firmy-matki je sprzedają. Liczy się to wprawdzie w całkowitym eksporcie Polski, ale przecie wiadomo, że to nie jest nasza myśl nowatorska, to nie są polskie innowacje zawarte w tych eksportowanych produktach.

Spis treści

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin