Remont generalny

W Polsce partyjni politycy boją się jak ognia większościowej ordynacji wyborczej, bo to raz na zawsze kładzie kres ustawianiu swoich ludzi na stanowiskach w firmach państwowych i administracji publicznej, wyłącza możliwości korupcji, szantażu kontrolami administracyjnymi czy innymi tajnymi teczkami, natomiast zmusza do konkretnych działań na korzyść społeczności lokalnych wyborców ale już nie elit partyjnych i ich rodzin. Ci politycy boją się też jak diabeł święconej wody federalnego systemu zarządzania państwem, bo wtedy nie tylko musieliby bardziej liczyć się z samorządami wybieranymi przez obywateli dla dobra obywateli w takiej samej ordynacji wyborczej, ale musieliby też ograniczyć produkcję w większość zbędnej dokumentacji nakazowej i kontrolnej, także służącej polityce partyjnej, a do tego musieliby jeszcze znacznie podnieść swoją wiedzę i kompetencje oraz realną jakość pracy. To wszystko oznacza więcej wysiłku a mniej doraźnych korzyści…

Używana przez obecnych polityków argumentacja potrzeby silnego państwa jest cynicznie obłudna, bo w gruncie rzeczy taka opresyjność aparatu administracyjnego jest tylko im potrzebna do utrzymania możliwości gry sił i szantażu. Każde centralnie sterowane, hierarchicznie opresyjne państwo jest utopione w zalewie dokumentacji kontrolno-nakazowej i tak naprawdę jest bezwładne i słabe – apatią i zniewoleniem obywateli. Po przykłady daleko nie trzeba wyglądać a przypadki Argentyny czy Wenezueli nawet strach analilzować. z kolei wszystkie znane przykłady pokazują, że państwa federalne – czy małe, czy duże – są silne przejrzystymi prawami, sprawnością administracji regionalnych na wszystkich szczeblach oraz aktywnością i kreatywnością obywatelską, objawiającą się w efektach gospodarczych.

Można więc znaleźć w dzisiejszym świecie tyle dobrych wzorców do naśladowania, do nauki i do wdrażania… Nie potrzeba katastrofy, rewolucji ani wojny dla wprowadzenia istotnych zmian; jest tyle pracy do zrobienia już na początku nowego stulecia, żeby na jego koniec następne pokolenia mogły nas chwaliły za mądrość a nie ganić za marnowanie szans. Byle nie wpaść w tanie samozadowolenie, czy bezwład i narzekanie, że nic się nie da, bo wszystko za trudne, bo już i tak za duży bałagan. Pewne jest tylko to, że państwa przyjaznego dla indywidualnej kreatywności i prawdziwej innowacyjności nikt nie zbuduje na bazie opresyjnego systemu organizacyjnego i administracyjnego. Nawet młodzi politycy bez wielkiego stażu potrafią dostrzec, że tu potrzebne są poważne zmiany strukturalne, więc czas do nich przystąpić. Sejm jest przecież do tego przeznaczony i powinien skupić się na intensywnej i systematycznej pracą nad kodyfikacją praw na bazie tych najbardziej efektywnych w świecie wzorców anglosaskich, bo już widać wyraźnie, że społeczny model John’a Locke jest bardziej funkcjonalny w tych czasach od modelu Jean’a Jacques Rousseau.

Głównym celem działania nowych praw i instytucji musi być zmiana sposobu myślenia – definitywne przejście od koncentracji na kontroli wszystkiego i wszystkich, na pomoc obywatelom w pomnażaniu bogactwa własnego oraz kraju. Taka zmiana to dzieło na miarę dzieła Kazimierza Wielkiego, praca dla posłów wprowadzających kraj w nowe tysiąclecie. By następne pokolenia nie narzekały w przyszłości, dzisiaj nie można marnować czasu na operetkowe komisje sejmowe do spraw byle jakich. Komisje sejmowe powinny być dedykowane tylko i wyłącznie porządkowaniu konkretnych sektorów praw w ich dziedzinach, żadnych innych tematów. i to nie jak dotąd – na kolanie, po łebkach i byle jak, na przedwczoraj – lecz powoli, dokładnie i skutecznie, żeby odnowione i uporządkowane prawa były solidne, przejrzyste i dobre na długie lata. Ustalanie konkretnych celów końcowych i okresowych oraz wytyczanie map drogowych dla ich osiągnięcia jest metodyką powszechnie znaną w gospodarkach rozwiniętych, więc z planowaniem procesu porządkowania prawa nie powinno być trudności w żadnej skali, byle trzymać się celu. Takie podejście działa dobrze w biznesie ale ciągle nie działa w polskiej doraźnej polityce, więc wreszcie trzeba zacząć, a nie jak dotąd tylko przerzucać tę odpowiedzialność na następców. Historia tworzenia Kodeksu Napoleona dowodzi, że przy dobrej woli i dobrej organizacji takie zadanie jest wykonalne, nawet w czasie krótszym niż jedna kadencja sejmowa.

Wyścig o miejsce w historii na zawsze (a nie w fotelu – na dzisiaj…) wygra ta partia polityczna, która pierwsza dostrzeże znaki czasu wskazujące, że musi skończyć się era centralizmu, i jednocześnie epoka systemów partyjnych jakie znaliśmy dotychczas stosując proporcjonalną ordynację wyborczą. Taka partia może wygrać uznanie jako reformator, gdy wreszcie pozbędzie się pokus doraźnych korzyści z ustawiania swoich ludzi i wprowadzi wyborczą ordynację większościową (okręgi jednomandatowe), uformuje warunki do długofalowych reform prawnych z uproszczeniem administracji na czele, przez co otworzy przyszłość dla podmiotowości indywidualnej i pełnej autonomii regionalnej. Tylko takie działania rozwiną autentyczne zaangażowanie i zaufanie społeczne, kreatywność jednostek i zespołów, niezbędne w zaawansowanej gospodarce wiedzy. Kiedy to będzie ułatwione, sprawne i do tego będzie się opłacało, to wtedy my jako podmioty będziemy chcieli tworzyć nowe pomysły na produkty i usługi, rejestrować patenty i wdrażać własne innowacje w swoich dobrze prosperujących przedsiębiorstwach z polską a nie maltańską osobowością prawną. Wtedy będziemy budować prawdziwą gospodarkę opartą na wiedzy, a nie pozorowaną, czyli sprawozdawczo-fikcyjną.

Jeśli żadna partia nie dostrzeże i nie wykorzysta tej wielkiej szansy, to i tak długo się nie utrzyma. Od czasu przemian ustrojowych już to widać po kolejnych, coraz mniej skutecznych zmianach słabych ekip, także po kolejnych pojawiających się i znikających efemerydach politycznych, pozujących chwilowo na reformatorów. Bez całościowego, długofalowego programu dla kraju, znikają po jednej czy dwóch kadencjach. Niezbyt pięknie zwany przez polityków ciemny lud, może był kiedyś bardziej podatny na manipulację, ale z biegiem czasu zmieniają się proporcje wiekowe. Młodsze masy wyborcze, wyposażone w smartfony, internet i niezależne media społecznościowe, szybko stają się zupełnie nowym gatunkiem bardziej świadomego i wyżej zorganizowanego roju, który potrafi bez manipulacji wyartykułować co jest dla niego najlepsze. i to wcale nie musi być ten kandydat z tej akurat partii, czy w ogóle z jakiejkolwiek innej istniejącej partii…

Spis treści

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin