Rozdział 7 – Priorytety, rachunki, wzorce

Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da,
to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy


M. Thatcher


Czasem, mówiąc o nauce używa się terminów rynkowych, np. mówi się o rynku badań albo mówi się też o silnej konkurencji na rynku pracy w nauce. To tak jak w sporcie. Można by powiedzieć, że nauka to pewna odmiana sportu, może taka bardziej intelektualna. Nie biega się w krótkich spodenkach po stadionie, ale trzeba wybiegać myślą poza horyzont. Zamiast olimpiad czy mistrzostw świata, organizuje się np. ogólnoświatowe kongresy i konferencje naukowe. Są też kontynentalne konferencje w każdej dziedzinie, czyli coś jak Mistrzostwa Europy, a także mistrzostwa lokalne, czyli doroczne konferencje krajowe. Oprócz nagród Nobla dla najlepszych na świecie, jest masa innych nagród wręczanych dorocznie za bardziej lub mniej wybitne osiągnięcia w różnych dziedzinach i na różnych poziomach, od kontynentalnego do powiatowego. Są rankingi publikacji, uczelni oraz uczonych branych indywidualnie. w każdej dziedzinie i każdej branży dość dokładnie wiadomo” kto jest kto” i gdzie się mieści na drabince wartości. Znani są liderzy i mistrzowie światowi, kontynentalni i krajowi i wiadomo kto jest bardzo dobry, kto średni a kto jeszcze musi trochę mocniej popracować.

W której lidze gramy?…

To porównanie do sportu jest jeszcze bardziej pożyteczne, jak zestawimy wydatki na ekipy narodowe i inne, także lokalne, szczególnie gdy są finansowane z kieszeni podatnika. Kiedy w sporcie wysyła się ekipy narodowe w różnych dyscyplinach na mistrzostwa świata, to jest presja i duże oczekiwanie na zaszczytne miejsca, najlepiej medalowe (1-3) czy ewentualnie punktowane (czyli 4-6), żeby się zmieścić na zdjęciach dla najlepszych. Lubimy jak nasi są w czołówce, bo to nas dowartościowuje; wszyscy czujemy się zwycięscy i wtedy godzimy się by nasze wsparcie dla nich finansowano z funduszy publicznych. Nie za bardzo przepadamy za tym, by nasza reprezentacja – krajowa czy lokalna – w dowolnej dyscyplinie zajmowała 16. czy 27. miejsce. No chyba, że to nowa, bardzo młoda i obiecująca ekipa, która jedzie się uczyć. Wtedy chociaż jeden raz możemy taki wyjazd zafundować, ale pewnie nie więcej.

Łatwo można przyjąć, że w nauce jest identycznie. Światowi liderzy w naukach podstawowych przekazują wiedzę i swoje bardziej praktyczne wnioski liderom w badaniach stosowanych, z którymi mają kontakty i powiązania. Mądre rządy dbają o takie interakcje i je finansują i organizują w postaci dedykowanych zjazdów i konferencji. Ci z kolei co wymyślą coś pierwsi w naukach stosowanych, swoje pomysły nowych produktów i technologii przekazują mistrzom w rozwoju i wdrożeniach. Najlepiej znanym przykładem takiego łańcucha dostaw jest relacja Stanford University – Silicon Valley, ze wszystkimi obecnymi tam konsultantami prawnymi i finansowymi. Pomysły na nowe produkty i technologie powstają w tych czasach coraz szybciej, często w kooperacji międzynarodowej, bo koszty badań są ogromne. Nowe pomysły i nowe technologie są starannie i szybko patentowane i szczelnie obejmowane wszystkimi innymi możliwymi kombinacjami ochrony własności intelektualnej. Kto robi to powoli czy tylko gorzej, nie ma szans. Po prostu szkoda, żeby marnował fundusze i czas – za te pieniądze łatwiej będzie kupić gotową licencję u czempionów, i jeszcze zostanie na części zamienne. Wystarczy tu porównać pewne buńczuczne hasła o naszej własnej elektromobilności, z wchodzącymi na rynki liniami samochodów elektrycznych firmy VW, nie wspominając systemów dystrybucji, zasilania serwisu, itp.

Ponieważ nauka stała się tak bardzo międzynarodowa – tak samo jak międzynarodowy stał się rynek konsumpcji – dlatego wiele państw z grupy tzw. zaawansowanych (czyli już na ogół niezbyt biednych…) bardzo starannie ocenia swoje szanse w różnych dziedzinach tego bardzo konkurencyjnego rynku nauki. Specjaliści i politycy dokładnie analizują w których dziedzinach i jakie mają szanse sukcesu w badaniach oraz jakie możliwości, by inwestować i na tym wygrać, czyli sprzedać i zarobić, a nie stracić. Wybierają jako priorytety do finansowania tylko takie kierunki badań, gdzie mogą znaleźć się wśród liderów światowych – na miejscach medalowych lub punktowanych. Oczywiście, nigdy nie wiadomo kto wygra dany wyścig spośród najlepszych czterech czy nawet ośmiu uczestników, ale gdy w jakiejś konkretnej dziedzinie zespoły krajowe są w okolicy czołówki, to są warte wsparcia – dużego i skutecznego. Ale kiedy mieszczą się w rankingach około 28. miejsca?… to niestety trudno, przykro nam…

Komu ile?…

Wiadomo, że nikt nie może być doskonały we wszystkim. Dlatego kraje zaawansowane analizują na bieżąco sytuację na aktualnym rynku nowych technologii. Na tle swoich własnych perspektyw rozwojowych w długim zasięgu 10-20 lat, określają swoje obecne i przyszłe potrzeby. Dokonują wyboru priorytetów, czyli tych kierunków rozwoju, które na danym etapie są dla tego kraju najważniejsze i gdzie jednocześnie osiąga się wyniki najbardziej zbliżone do czołówki światowej. Na resztę szkoda czasu, szkoda rozpraszać tzw. siły i środki, bo wiadomo, że kto inny zrobi to szybciej i lepiej.

Z uwagi na tak ogromny wpływ rynku na wszystko w dzisiejszym świecie łącznie z nauką, w krajach rozwiniętych ok. 85% wydatków na badania naukowe przeznacza się na kierunki ścisłe, techniczne i przyrodnicze. w tych z kolei zdecydowaną większość przeznacza się na badania rozwojowe i wdrożeniowe, czyli te, które najszybciej dają konkretne wyniki w postaci produktów rynkowych czy nowych technologii wytwarzania takich produktów. Na podstawie dostępnych danych można porównać, jak na tym tle kształtują się wydatki na główne kierunki badań naukowych w świecie i w Polsce. Analizując udział procentowy porównamy jaki jest mniej więcej stan obecnie, i ewentualnie jaki powinien być, żeby móc kiedyś liczyć na realne korzyści z wdrażania własnych innowacji.

Wydatki na badania (udział %) Kraje rozwinięte Polskajest / powinno być
Podstawowe 20 40 / 10-15
Stosowane 20 25
Rozwojowe i wdrożeniowe
(nowe produkty i usługi)
60 35 / 60-65

Nie całkiem wiadomo dlaczego w Polsce, która jest przecież dużo biedniejsza od krajów Europy Zachodniej i ciągle mówi się, że prawie na nic nie ma pieniędzy, to jednak na badania podstawowe wydaje się nawet ok. 40 proc. wszystkich funduszy przeznaczonych na badania naukowe. Nadzwyczajna rozrzutność. Stany Zjednoczone wydają zaledwie18 proc. funduszy i w tym się mieści większość aktualnych noblistów świata. a taki tygrys eksportowy jak Korea Południowa na badania podstawowe skąpi ledwie ok.10 procent swoich wydatków naukowych, bo w ogóle im się nie opłaca w to inwestować. Większość wydają na rozwój i wdrożenia, czego skutki łatwo zauważamy także i na półkach sklepowych naszego rynku.

W Polsce wydaje się dużo za dużo na badania podstawowe w różnych dziedzinach. Wyniki żadnej z nich nie zaskoczyły dotąd świata, nawet nie plasują nas w żadnej czołówce. Chyba powinno się to przemyśleć i przetasować tak, by może raczej tak jak Korea Płd., wydawać na badania podstawowe 10 % funduszy (najwyżej 15%) i to tylko tam, gdzie jest jakiś kontakt ze światową czołówką i szansa na międzynarodowy sukces. Tak zaoszczędzone pieniądze lepiej przeznaczyć na pomoc badaniom rozwojowym i wdrożeniowym, bo tu mamy śmiesznie słabe wskaźniki i dlatego tak mało jest na rynku naszych oryginalnych produktów pochodzących z badań.

Co z tego mamy?…

W Polsce badania rozwojowe i wdrożeniowe są nijak traktowane, poczynając już od bałaganu legislacyjnego związanego z niespójnym nazewnictwem. Oficjalnie wydaje się na te badania tylko 30 kilka procent wszystkich wydatków, a powinno się przeznaczać 60, a nawet 70%, tak jak Korea Południowa i inne kraje na tzw. szybkiej ścieżce rozwoju. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby ten wkład pochodził głównie z sektora prywatnego. Ten sektor jednak nie zrobi tego z samej czystej ochoty, czyli kiedy mu się to nie opłaca, czy dopóki nie ma przejrzystych podstaw prawnych. Sektor publiczny musi zadbać, by temu prywatnemu się opłacało tak a nie inaczej inwestować. i o to się właśnie rozchodzi w dyskursach, że tego brakuje, tego się nie robi od lat. w efekcie te braki przekładają się na słabe wskaźniki makroekonomiczne, na przykład małą ilość patentów na rok i na milion mieszkańców i inne.

W praktyce gospodarczej jeszcze ważniejszy od samej bezwzględnej liczby patentów jest wskaźnik patentów wdrożonych, i tu sektor prywatny ma największe zainteresowanie. Żeby patenty wdrażać skutecznie, to jednak najpierw trzeba je mieć; mieć dużo, żeby było w czym przebierać. w Polsce przez długie lata ten wskaźnik krajowych patentów oscylował około 2-3/rok/mln mieszk. Niedawno podobno objawia tendencją wzrostową ale dane są trudne do zweryfikowania i nie są pewne, bo w UPRP patenty zgłaszają także polskie filie firm zagranicznych. Pojawia się ciekawe pytanie przy tej okazji: czy patrząc na takie wyniki możemy przyjąć, że na przykład Kanadyjczycy są sto razy mądrzejsi od Polaków rejestrując 300 patentów na milion mieszkańców na rok, czy choćby tylko dziesięć, albo może sześć?.. Nawet gdyby byli tylko dwa razy mądrzejsi, to już powinniśmy mieć tych swoich patentów dobrze ponad sto na rok na milion mieszkańców. a w EPO (Urzędzie Patentowym EU) mieliśmy ich w 2009 r. tylko 3,6 – przedostatnie miejsce przed Turcją, ostatnio trochę więcej ale ciągle mało tych rodzimych. Może to wszystko raczej oznacza, że jednak nie jesteśmy aż tak strasznie głupi, tylko ten nasz system jest aż taki kiepski, że praktycznie niedrożny? …

Jeżeli spojrzymy na wskaźnik ilość patentów tzw. wysokich technologii, to wynik jest jeszcze bardziej przygnębiający, bo daleko po przecinku mamy tylko coś tam, ale to i tak nie rdzennie nasze…

Liczba patentów „wysokich technologii” /milion mieszk./rok
Finlandia 105
Niemcy 35
Polska 0,007… czyli – coś tam, coś tam…

Ten wskaźnik wiąże się z innym ważnym wskaźnikiem makroekonomicznym, jakim jest udział produktów wysokich technologii w eksporcie, co z kolei widać w tabelce poniżej. Porównując wyniki powyżej z tymi poniżej rozumiemy dobrze, że ten słaby udział wysokich technologii w eksporcie to i tak nie są nasze wynalazki zawarte w naszych produktach. To są pomysły i produkty Huawei Polska, LG Polska, Siemens Polska, to jest Samsung Polska, Opel Polska, Toyota Polska, itd. Tu się montuje.

Udział „wysokich technologii” w eksporcie %
USA 36
UE 15 18
PL 2, ale…

Wiadomo, że nowe technologie przyjeżdżają gotowe z zewnątrz, a my jako (na razie) tania montownia eksportujemy te produkty tam, gdzie firmy-matki je sprzedają. Liczy się to wprawdzie w całkowitym eksporcie Polski, ale przecie wiadomo, że to nie jest nasza myśl nowatorska, to nie są polskie innowacje zawarte w tych eksportowanych produktach.

Skuteczna legislacja

Jak już to było podkreślane wcześniej, dobre wzorce istnieją we świecie i są dostępne. Rola rządu centralnego w tym procesie rozwoju innowacji jest taka, żeby ten obszar, gdzie przetwarzają się pomysły z badań stosowanych w badania rozwojowe, wspierać nie tylko dorzucając pieniędzy tu i ówdzie i bezplanowo, bo te można łatwo zmarnować w każdej ilości. Głównie potrzebne jest wsparcie przez właściwą legislację, która udrożni, ułatwi ten proces i skutecznie zachęci inwestorów sektora prywatnego do finansowania badań rozwojowych rokujących szanse na sukces produktowy. w poprzednim rozdziale wskazywałem, że w Kanadzie dolar zainwestowany w badania i rozwój faktycznie kosztuje inwestora tylko 50 a nawet czasem 20 centów, bo takie są poziomy odpisów podatkowych i innych mechanizmów wsparcia. u nas – jak pamiętamy – zainwestowany jeden złoty, kosztuje inwestora 1,04 zł… …

Harmonijne współdziałanie programów narodowych oraz instytucji wspomagających proces rozwoju innowacji w odpowiednich etapach jest tu kluczowe. By trzymać się tylko wcześniej wskazanego przykładu kanadyjskiego1, ich rząd federalny wzmacnia tam partnerstwo publiczno-prywatne w badaniach, w ramach dedykowanego programu Sieci Centrów Doskonałości (NCE). Dodatkowo wspiera rozwój ośmiu wielkiej skali Centrów Doskonałości w Badaniach i Komercjalizacji (CECR) w kierunkach priorytetowych, w których Kanada chce i ma szanse dołączyć do stawki globalnych liderów.

Utworzona z nadwyżek budżetowych (tak, tak, też wykonalne i potrzebne…) Kanadyjska Fundacja Innowacji współfinansuje nakłady na infrastrukturę badawczą niezbędną do postępu prac badawczych nie tylko stosowanych ale i rozwojowych, na bazie 50% udziału, bo wtedy wszyscy szanują pieniądze. Kanadyjski (państwowy) Bank Rozwoju Biznesu (BDBC) odgrywa istotną rolę w dostarczaniu kapitału dla przedsiębiorstw wdrażających nowe technologie na etapie wysokiego ryzyka. BDBC zapewnia kapitał początkowy zarówno przez bezpośrednie własne inwestycje jak i pomagając w osiągnięciu funduszy od swoich partnerów finansowych.

Ministerstwa branżowe w Kanadzie uczestniczą w swoich własnych programach badawczych, i np. największe Ministerstwo Przemysłu (Industry Canada) ma swój branżowy program tzw. partnerstwa technologicznego. Przez wykup udziałów inwestuje w przedsiębiorstwa rokujące nadzieję – ale jeszcze ryzykowne – czyli na etapie pomiędzy badaniami rozwojowymi a wdrożeniowymi, gdzie potrzeba czasem dodatkowo zainwestować spore kwoty dla uzyskania masy krytycznej. Ministerstwo Przemysłu także tutaj inwestuje nie więcej niż połowę wartości kredytu, ale za to w umowach przewiduje się podział przyszłego zysku, więc to ministerstwo wcale nie inwestuje tak całkiem bezinteresownie czy rozrzutnie.

Narodowa Rada Nauki (National Research Council) z kolei finansuje program pomocy dla badań przemysłowych (IRAP), także w formie różnego rodzaju dotacji do badań rozwojowych i wdrożeniowych, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dodatkowo NRC finansuje również działania 260 ekspertów, konsultantów i doradców w tzw. sieci technologii kanadyjskiej. We wszystkich większych miastach, ci wysokiej klasy eksperci, dobrze opłacani z funduszy publicznych, wspierają poradami małe i średnie przedsiębiorstwa w ich działaniach innowacyjnych. Pomagają w przekształcaniu pomysłów w produkty rynkowe właśnie w małych i średnich przedsiębiorstwach, tych najbardziej potrzebujących.

Dla inwestorów indywidualnych, kanadyjski rząd federalny wprowadził wspominany już znakomity program odpisów podatkowych, Scientific Research & Experimental Development (SRED). To jest jeden z najlepszych na świecie programów wsparcia innowacyjnych inwestycji w badania i rozwój. Takie, jak przykładowo tutaj wymienione kompleksowe działania powodują, że inwestycje rządu w badania w wysokości ok. miliarda dolarów, przemnażają się w kolejne osiem miliardów dolarów inwestycji sektora prywatnego, któremu wyraźnie taka działalność się opłaca. Oprócz programów narodowych w każdej prowincji w Kanadzie funkcjonują programy regionalne, dostosowane do lokalnych potrzeb i specyfiki tych rynków.

Kiedy koniec chaotycznej improwizacji?

Dopóki w Polsce nie będzie takiego kompleksowego systemu wsparcia publicznego, a przepisy podatkowe będą wymagać rzeczy niemożliwych i do tego straszyć, to dalej nie będzie się opłacało inwestowanie w badania i rozwój. Dalej nie będzie poważnego zainteresowania tą dziedziną, a rządowe fundusze dosypywane tu i tam bezplanowo będą jak dotąd w większości marnowane. Nie będzie w eksporcie wzrastać udział rodzimych innowacji podnoszących wartość, bo w dzisiejszych czasach już nie można liczyć na istnienie zbyt wielu romantyków podejmujących takie dzieło dla samej idei. Po co?… Lepiej zainwestować w Szwecji lub założyć firmę w Amsterdamie, przecież teraz żyjemy w takim świecie. Ale tutejsza polityka jakby nie nadąża i nie może się pogodzić z faktem, że jest wiek XXI, czasy profesjonalizmu i dobrego planowania. Profesjonaliści, w tym naukowcy i menedżerowie zajmujący się innowacjami muszą mieć pewność, że działają w przejrzystym i stabilnym środowisku organizacyjnym i prawnym, by móc się skupić na efektywności, na sensie pracy, by nie marnować energii na zbędne szamotanie. Istniejący tu i z niewiadomych powodów wzmacniany opresyjny system centralnego zarządzania sterowanego ręcznie z użyciem wszechobecnej, uciążliwej ale bezwładnej biurokracji, przeniesiony żywcem z poprzedniej epoki, nie jest do tego świata przygotowany ani dostosowany.

Wiele wskazuje na to, że aby dojrzeć do modelu prawdziwej gospodarki wiedzy, opartej na wdrażanych tutaj rodzimych innowacjach rozwijanych w pełnym cyklu, musimy też przejść do innego, bardziej efektywnego modelu organizacji państwowej, opartej na uporządkowanej legislacji. w konsekwencji, także do lepszych zasad funkcjonowania administracji, której celem będzie sprawna pomoc w działaniach rozwojowych społeczeństwa wiedzy i w pomnażaniu majątku obywateli i kraju, a nie ciągła kontrola i dowodzenie wyższości urzędu nad ludem. Więcej o tym w następnym rozdziale.




1Więcej szczegółów na temat roli rządu w badaniach zainteresowany czytelnik znajdzie w moich publikacjach dostępnych w sieci: http://www.kip.ath.bielsko.pl/Prod_Inn/ProduktywnoscInnowacje_Nr7.pdf , str. 11-37

Spis treści

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin