Inna krew

Gdyby jednak postanowiono podjąć wysiłek reanimacyjny, to jest możliwe proste i skuteczne wyjście z takiego impasu. Skoro w Polsce pracuje dziś, i to nieraz ciężko, około 50 000 osób ze stopniem doktora to może powinien przyjść czas, by wyzwolić ten potencjał. To jest ta rozwojowa kadra poprzez którą da się wprowadzić i przyspieszyć istotne zmiany w systemie kształcenia wyższego. Ci ludzie w większości są nie tylko w wieku najbardziej produktywnym – między 30 a 40 lat – ale też ciągle mają dużą energię i dynamikę. Można wierzyć, że w większości ciągle im się chce podejmować nowe wyzwania. Ponieważ tacy ambitni ludzie dążą do osiągnięcia wysokiej samooceny w wyniku realizacji śmiałych celów, zaoferowałbym wszystkim z obiecującym dorobkiem pięcioletnie kontrakty profesorskie. Bez żadnej habilitacji, bo to przedawniony nonsens, funkcjonujący głównie dla podtrzymania hierarchii, kontroli konkurencji i wygodnej działalności pozorowanej. Przy tej okazji, w ramach oszczędności budżetowych, a przede wszystkim dla uproszczenia biegu spraw i tak oczywistych, dobrze by było szybko rozwiązać archaiczne i zupełnie zbędne komisje rządowe i wszystkie inne marnujące czas i pieniądze. Wskaźniki parametryczne mają walory kumulacyjne i opisują sprawność nie tylko osób, ale i całych jednostek administracyjnych i są dostępne. Aż wstyd udawać, że się o tym nie wie…

Doktorom mianowanym na nowych i niezależnych profesorów oprócz realnych obowiązków dydaktycznych potrzebna jest także finansowa i organizacyjna autonomia działania wyzwalająca inicjatywę i nie hamowana sztucznymi ograniczeniami kontrolnymi. Żeby nie rozwijać wątku nadmiernie, polecam wybrane przykłady krajów lepiej rozwiniętych, bo przejrzyste wzorce istnieją w świecie i są dostępne w sieci. Pozostanie wyznaczyć ambitnej kadrze proste i konkretne zadania, łatwo mierzalne przy pomocy ogólnie przyjętych w świecie wskaźników. Na przykład: w ciągu tych pięciu następnych lat musisz uczestniczyć aktywnie w co najmniej dwóch międzynarodowych konferencjach najważniejszych w twojej branży na tym kontynencie albo na poziomie światowym, do wyboru. Na wyjazdy musisz zarobić kontraktami. Uczestniczyć aktywnie, to znaczy ty i/albo twoi współpracownicy/doktoranci /dyplomanci – muszą wygłosić tam referaty z waszych badań, publikowane w recenzowanych materiałach konferencyjnych. Na bazie aktualnych wyników masz wyprodukować co najmniej jeden artykuł przyjęty do druku tylko tam, gdzie publikuje twoja konkurencja, czyli w branżowych indeksowanych czasopismach międzynarodowych. Ocena nie będzie wykonana przez tajemne grona i podkomisje w niejasnych procedurach, tylko przez menedżera zarządzającego przy pomocy systemów parametrycznych, tak samo jak wszędzie indziej w świecie rozwiniętym, czyli tylko na bazie platformy Web of Knowledge firmy Thomson Reuters Scientific czy choćby systemu Scopus wydawnictwa Elsevier.

Dla dbałości o środowisko naturalne i nasz rodzimy polski drzewostan, a także z dbałości o etykę zawodową, dobrze by było wycofać z oceny w naukach ścisłych, przyrodniczych i inżynierskich te różne lokalne pisemka o nakładzie 50 czy 100 egzemplarzy, słabe jakościowo i bez indeksacji JCR, czasem dla niepotrzebnego fasonu pisane łamaną angielszczyzną. W globalnym świecie liczy się tylko to, co jest globalnie dostępne i spełnia określone wymagania jakościowe opisane co roku wskaźnikami Impact Factor w Journal Citation Reports. Wyniki wszystkich prac magisterskich winny być prezentowane co najmniej na krajowych konferencjach branżowych, a wyniki prac doktorskich – co najmniej na europejskich (jeśli nie światowych) naukowych konferencjach branżowych z recenzowanymi i publikowanymi materiałami. Wymaganie takiego trybu przejścia do realnego życia naukowego z recenzowaniem międzynarodowym w cudowny sposób uzdrowiłby temat miernoty, kopiowania i sprzedaży prac dyplomowych, choćby przez konieczność dostosowania analizy literatury tematu do bieżących publikacji w czasopismach recenzowanych, a to jest poważna praca. Istniejące w naszych bibliotekach uczelnianych systemy międzynarodowych baz danych już od dawna stwarzają po temu doskonałe możliwości.

Wyznaczyłbym też ważne dla budżetów uczelni wskaźniki (np. bezwzględnej wartości)przerobu kontraktów i grantów na osobę/zespół/rok, dał te pięć lat do roboty i to wszystko. Spokojnie bym obserwował, a po tych pięciu latach jednoznacznie oceniał za pomocą rzeczywistych systemów parametrycznych a nie jakichś komisji. Przecież gorzej być nie może… Jestem pewien, że w taki właśnie prosty sposób by się udało cały proces rozwoju nauki realnie przyspieszyć a budżety uczelni by wyszły z chronicznego deficytu i czekania na dotacje centralne.

Moja pewność wynika z doświadczeń osobistych, bo ja sam przez emigrację do Kanady musiałem bardzo szybko zreformować siebie i moje myślenie w ten właśnie sposób, wchodząc do nowego systemu pracy, oceny jej wartości i środowiska. Tak samo zreformowali się i ciągle się reformują wszyscy dynamiczni współcześni polscy emigranci, uciekając z marazmu i wchodząc z dnia na dzień w nową rzeczywistość w krajach bardziej rozwiniętych. Większość daje sobie radę, dlatego wierzę z całym spokojem, że większość tych młodych polskich doktorów ma na tyle dynamizmu, że upora się z takim i większym wyzwaniem. Jeżeli pewnej części się nie powiedzie i odpadnie, to taki proces będzie bliższy temu, co w świecie od dawna dzieje się w nauce i w biznesie za sprawą konkurencji, a co w przyrodzie dzieje się od zawsze za sprawą sił naturalnej selekcji. Nie za sprawą nakazów, kontroli czy straszenia.

No a co dalej z istniejącą, wysłużoną kadrą profesorską? Jak widać było wcześniej, zasoby tej kadry są marginalne w stosunku do prawdziwych potrzeb rozwojowych, więc zgodnie z zasadą – cesarzowi, co cesarskie – tej starej lidze oddałbym należny szacunek, dyplomy uznania i podziękowania. Wielu z nich bym zaoferował poważne stanowiska doradcze, szczególnie tym, którzy mimo uciążliwej biurokracji i niekorzystnych dotychczas warunków organizacyjnych wypracowali konkretny dorobek międzynarodowy. Jeśli ten dorobek jest opisany wskaźnikiem Hirsch’a 10 czy więcej, to póki tylko mogą, prosiłbym ich o pozostanie na pozycjach liderów, członków rad nadzorczych i ciał doradczych. W każdym rzemiośle a szczególnie w nauce potrzebni są dobrzy mentorzy i ich głos i doświadczenie miały by znaczenie jako pomoc (pomoc, nie kontrola…) dla młodej kadry, wspinającej się w przyspieszonym tempie ku międzynarodowemu poziomowi.

Spis treści

Menu
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin