Wprowadzenie

Nawet przy przeciętnym zainteresowaniu tematami polityki gospodarczej na ogół wiemy, że dla zachowania rozwoju najważniejsze są inwestycje oraz dobra infrastruktura. Ekonomiści martwią się ostatnio, że udział inwestycji w produkcie krajowym (PKB) maleje, zarówno tych publicznych jak i międzynarodowych. Ponieważ wartość inwestycji publicznych wielokrotnie przewyższa wartość wydatków państwowych na naukę i szkolnictwo wyższe, więc dla kadencyjnych polityków inwestycje są znacznie ważniejszym problemem niż nauka, i tu niestety jesteśmy w historycznym impasie.

Nie jest tajemnicą, że rozwój gospodarczy nie wiąże się bezpośrednio z wydatkami na naukę czy szkolnictwo wyższe. Tak uważa wielu ekonomistów i trudno im odmówić racji, szczególnie w krótkich terminach i w warunkach ekstensywnego wzrostu, kiedy pułap wyjściowy nie jest zbyt wysoki. Ale – jest jedno ważne „ale” – kiedyś ten ekstensywny rozwój dochodzi do stanu nasycenia. Pojawiają się uzasadnione głosy o różnych prędkościach i trzeba zdecydować i dokonać wyboru – czy chcemy zostać z tylu, czy rozwijać się lepiej i szybciej.

W krajach bardziej zaawansowanych, które już dawno temu przeszły do post-industrialnej gospodarki wiedzy, na badania naukowe wydaje się sumarycznie około 2% PKB (dlatego to nazwano gospodarka 2.0). Takie dobrze zaprogramowane badania zwracają się tam z nawiązką, dodając do PKB kilka procent przyrostu rocznie, niektórzy szacują, że nawet do 10%, mimo zastrzeżeń fachowców co do policzalności wiedzy. Takie kilka procent przyrostu PKB to już coś, to może budzić zainteresowanie – także polityków – szczególnie przy ciaśniejących budżetach. Tylko jak tych kilka procent więcej uzyskać?…

Do takiego poziomu 2.0 nie dochodzi się z dnia na dzień, czy z roku na rok, bo to jest ciągły proces ewolucyjny, albo czasem to może być proces przyspieszonych ale dobrze zaplanowanych zmian. Są przykłady krajów (jak Kanada, Finlandia czy Korea Płd.), które przez właściwą politykę taki proces wydatnie przyspieszyły i przeszły na wyższy etap rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego.

Póki co, ten scenariusz nam nie grozi, bo nawet gdyby w Polsce dzisiaj nie istniały inne, pilne potrzeby (jak opieka zdrowotna), i nagle by podniesiono wydatki państwowe na naukę z obecnego stanu minimum przetrwania, czyli około 0,4 % PKB, na przykład dwu- albo nawet czterokrotnie, to i tak nic by to nie dało. Polska nauka nie jest przygotowana ani organizacyjnie ani jakościowo, by takie wydatki efektywnie spożytkować i pomnożyć dochód narodowy.

Rozdziały I do III tej pracy przedstawiają istotne szczegóły słabości polskiej nauki – zarówno organizacyjne jak i osobowe – związane ze specyfiką pracy w uczelniach wyższych, o których może nie zawsze wiedzą analitycy finansowi czy ekonomiczni. Energia przerośniętej administracji zmarnowana na kolejną pozorną reformę nauki i szkolnictwa wyższego tylko utrwala stan stagnacji rozwojowej w tej dziedzinie, i o tym mówi rozdział IV, wskazując także możliwości alternatywnych rozwiązań osobowych.

Rozdział V opisuje ewolucję modelową różnych systemów badań w świecie w minionym stuleciu i wcześniej, pokazuje gdzie jesteśmy, a także szacuje poziom strat cywilizacyjnych i rozwojowych do jakich może doprowadzić niedopatrzenie w dostosowaniu się do tej ewolucji, prowadząc do marazmu technologicznego i permanentnego ubóstwa własnej innowacyjności.

Rozdział VI przedstawia najbardziej wrażliwy obszar procesu rozwoju innowacji produktowych, który powinien wzbudzić jednoczesne zainteresowanie i uwagę nie tylko samych twórców-badaczy, ale i ekonomistów, prawników, finansistów, zarządców, a przede wszystkim światłych polityków, myślących o kraju a nie o swoich interesach.

Rozdział VII wprowadza nieco optymizmu, bo choć wiele czasu już zmarnowano to widać, że nie wszystko jest stracone. Nie musimy wymyślać czego jeszcze nie było, bo istnieją dobre przykłady rozwojowe i sprawdzone wzorce transformacji, które nie tylko wystarczy, ale nawet trzeba dobrze przestudiować i skutecznie zaadoptować.

Z tym optymizmem w rozdziale VIII powiązane są także refleksje dotyczące potrzeby gruntownej przebudowy systemu organizacyjnego oparte na przekonaniu, że w naszym obszarze kulturowo-cywilizacyjnym dalszy, szybszy i lepszy rozwój oparty na kontrolno-nakazowym centralizmie jest niewykonalny. Tu potwierdzają się ciągle prawdziwe tezy prof. F. Fukuyamy, że przejście do post-industrialnej gospodarki wiedzy możliwe jest tylko w warunkach dużego zaufania społecznego. Dlatego transformacji do nowej ery post-industrialnej kreatywności musi towarzyszyć zmiana systemów wartości, mechanizmów organizacji społecznej, czyli przede wszystkim ram prawnych.

Ta publikacja z założenia nie jest rozprawą naukową ani też raportem o stanie zaawansowania czy zacofania. W bibliografii naukowej i zawodowej dostępnych jest wiele publikacji na temat transformacji do etapu gospodarki wiedzy – i to w każdej dziedzinie – w ekonomii, politologii, prawie, zarządzaniu, finansach, socjologii, także w domenach technicznych. Te publikacje naukowe są często pisane hermetycznym językiem, specyficznym dla danego obszaru i sposobu podejścia. W swych wyścigach zawodowych autorzy najczęściej koncentrują się na czytaniu i cytowaniu bibliografii w wąskich specjalizacjach i nie mają czasu na zgłębianie innych dziedzin, nie wspominając o narracji przystępnej dla współobywateli i współwyborców.

Dlatego moim celem było takie ujęcie całości tej złożonej problematyki, żeby tekst był w miarę strawny i  przystępny dla zainteresowanego tym etapem rozwoju, świadomego obywatela, szczególnie polityka na wszystkich szczeblach władzy. Fachowcy każdej wskazanej wyżej specjalności mogą słusznie uważać, że ich tematyka została tu uproszczona, czy wręcz strywializowana, ale jednak liczy się czytelne spojrzenie na całość.

Ekonomiczne, socjologiczne, politologiczne czy finansowe definicje „gospodarki wiedzy” są zbyt ogólnikowe, bo mówią tylko o innowacjach i transferze technologii, ale nie zajmują się istotą innowacji, szczególnie tych materiałowych z których wykonane są wszystkie otaczające nas produkty i dobra, czyli nie dociekają czego, jak i kiedy te nowe technologie mają dotyczyć, nie wspominając czasu ich wdrożenia. Wprawdzie mówi się, że epoka post-industrialna to głównie epoka informatyczna, ale przecież programy działają tylko w urządzeniach fizycznych, zbudowanych z konkretnych materiałów, które są w stanie przetworzyć i transmitować rosnące ilości danych. Zbyt często przez innowacje rozumie się stworzenie aplikacji sprzedającej się w milionach telefonów i przynoszących wszystkim szybkie krocie. Jednak każdy prawdziwy postęp zależy od rozwoju materiałów i ich technologii, a to trwa.

Dlatego w tej pracy skupiamy się na innowacjach w zakresie produktów fizycznych, (tzw. dotykalnych), pochodzących z akademickich badań w naukach ścisłych, przyrodniczych i technicznych, bo w rozwoju każdej technologii produktowej badania nad materiałami i procesami oraz ich niezawodnością zajmują najwięcej czasu, a przecież o efektach procesów złożonych decydują ich elementy najwolniejsze.

Czemu akurat to opracowanie ma coś wnieść?… Odpowiedź jest prosta – wszystko co tu przedstawiono, składa w jedną całość, zazębia i potwierdza. Poszczególne części tego opracowania były pisane jako odrębne eseje już dawno, nawet 10 lat temu, a wnioski co do mechanizmów oraz prawdy modelowe niestety z czasem tylko się lepiej uwydatniają i pogłębiają.

Jestem inżynierem, więc człowiekiem myślącym racjonalnie, a także naukowcem w dziedzinie materiałowej, z rozwiniętym nawykiem dociekania prawdy o strukturach, właściwościach, przyczynach i skutkach. Ale nie tylko. W pewnym etapie życie przetarło mnie też o biznes, o codzienne generowanie dochodu i liczenie kosztów, zmusiło do rozszerzenia wiedzy ekonomicznej o produktach, wartościach i łańcuchach dostaw. Z kolei na innym etapie głębsze studia nad funkcjonalnością systemów edukacyjnych i badawczych doprowadziły do konieczności porównań w zakresie modeli społecznych i systemów prawnych…

W efekcie, mam szerokie spojrzenie na całość problematyki, rozumiem dobrze nie tylko powiązania pomiędzy rodzajami badań naukowych, etapami rozwojowymi i wdrożeniowymi produktów, kosztami i przychodami, ale także – czy, jak i dlaczego to wszystko razem działa, albo nie działa…

Znając istniejące już w świecie przykłady mam przekonanie czy raczej pewność, że jako naród stoimy przed kolejną próbą sprawności naszego kapitału społecznego. Albo szukając lepszych rozwiązań systemowych przejdziemy rozumnie do bardziej zaawansowanego stadium rozwoju społeczno-gospodarczego, jaki wcześniej zrobiły to Kanada, Finlandia czy Korea Południowa, albo zwolnimy, zatrzymamy się i przejdziemy do stanu permanentnego kryzysu jak Grecja czy ostatnio także Włochy. Żeby już nie wskazywać tego, co można zrobić z tak bogatego kraju, jak właśnie bankrutująca Argentyna, czy już zrujnowana Wenezuela…

Spis treści

Menu
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin