Normalny świat, czyli inny…

Będzie to już ponad ćwierć wieku temu, kiedy prowadząc badania nad nowymi materiałami w jednym z kanadyjskich laboratoriów rządowych współpracowałem nie tylko z magistrantami ale także ze studentami odbywającymi 3-miesięczne staże letnie. Każdy był mi bardzo potrzebny, bo wykonywali niewielkie ale ważne części moich projektów badawczych i starali się robić to solidnie. Podczas gdy technicy laboratoryjni musieli dzielić czas między wielu pracowników, to pomimo wysokich umiejętności nie mogli zbytnio angażować się w poszczególne projekty. Dlatego ze studentów był na co dzień większy pożytek bo jak coś nie wychodziło, to potrafili zostać po godzinach, byle zrobić. Do dzisiaj pamiętam co, kto i jak robił. w efekcie, opublikowaliśmy wszystkie wyniki tych prac, wykonywanych nie tylko z dyplomantami ale także ze studentami-stażystami letnimi w laboratorium, oczywiście z ich pierwszym współautorstwem. To jest łatwe do sprawdzenia w bibliografii i to była spora część mojego dorobku z tamtych lat: wystąpienia na konferencjach, artykuły do materiałów konferencyjnych i artykuły w indeksowanych czasopismach recenzowanych.

Stażystom tak samo jak dyplomantom zależało na wynikach pracy letniej i starali się, żeby możliwie uwieńczona została choćby najmniejszą publikacją. w tym wieku każda publikacja miała i ma tam ogromne znaczenie dla CV i dalszej kariery. Dlatego pracowali starannie i pytali, pytali i pytali… Mnie też zależało, żeby zrobili to co chciałem tak jak chciałem, bo też potrzebowałem tych publikacji. Dlatego rozmawiałem z nimi, rozmawiałem i rozmawiałem – długie godziny – nie 5 czy 10, może raczej 50 a nieraz i 100. Czasem przenosiliśmy dyskusje na lżejszy grunt, wychodząc w piątkowe popołudnie do pobliskiego pubu na piwo lub dwa. Wytworzyliśmy trwałe więzi, solidne i bliskie relacje oparte na wspólnych celach, wartościach i wzajemnym zaufaniu do wykonywanej pracy; byliśmy wtedy i do dzisiaj jesteśmy ze sobą na ty i do dzisiaj utrzymujemy kontakty. Niektórzy porobili poważne kariery i mam z tego wielką satysfakcję, że w jakimś stopniu do tego się przyczyniłem. Tak niezmiennie działa w tym rzemiośle naukowym model relacji „mistrz-uczeń”, oparty na dobrych regułach W. von Humboldta, wprowadzonych jeszcze w 1809 r.

To co piszę powyżej to nie są senne marzenia albo coś nie z tej planety. Do dzisiaj w tym systemie w Kanadzie nic się nie zmieniło a jeśli, to tylko na lepsze. Moja córka w trakcie dwuletnich studiów magisterskich spędzonych głównie w laboratorium i w bibliotece (nie w sali wykładowej) prezentowała wyniki swoich badań na kilku międzynarodowych konferencjach naukowych a kończąc doktorat ma już 10 publikacji w indeksowanych czasopismach międzynarodowych, i to z wysokim wskaźnikiem IF. Ta młoda osoba jest w pełni uformowanym badaczem, mogącym samodzielnie podjąć aktualne wyzwania naukowe w swojej branży na poziomie światowym i będzie to robić przez całą resztę swojej kariery zawodowej. No to co ja mam o tym myśleć – czy właśnie nie o to chodzi, czy to właśnie nie jest normalne? a czemu nie tutaj – czy ja jestem normalny, czy…A może lepiej w ogóle nie myśleć?…

Spis treści

Menu
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin