Trzeci filar – rada w radę, czyli „zarządzanie sowietem”

Kolejnym filarem i reliktem tego starego i niewydolnego systemu poradzieckiego jest „zarządzanie sowietem”, czyli radzenie radą czy senatem, czy jak zwał te gremia wzajemnej adoracji. Tu obłudnie używa się fałszywego rozumienia autonomii akademickiej. Wiadomo, że w minionej rzeczywistości o wszystkim decydowała partia a szczególnie jej sekretarz, który mówił przewodniczącemu każdej rady co i jak ma być. Wtedy wszelkiego szczebla i rodzaju rady służyły tylko do zatwierdzania tak ustanowionej „woli ludu”. w dzisiejszych zastosowaniach ten fasadowy model pozornej demokracji cierpi na chroniczny paraliż konfliktu interesów i już wystarczająco wykazał w historii swoją dysfunkcję, żeby się go chcieć pozbyć raz na zawsze.

Prawdziwe i efektywne zarządzanie może być wykonywane tylko przez posiadających pełnię mocy decyzyjnej menedżerów na stanowiskach rektorów i kanclerzy, obsadzanych w trybie konkursu a nie ustawianych, pozornych wyborów. Rzeczywista autonomia potrzebna jest samodzielnym pracownikom nauki do sprawnego podejmowania projektów badawczych i kontraktów, bez uciążliwej kontroli, zgody czy błogosławieństwa kontrolujących beneficjentów. Czas więc by centralne i lokalne rady, senaty, komitety i komisje zamknęły te swoje bezproduktywne i bezsensowne wielogodzinne posiadywanie na posiedzeniach, bo ci posiadujący nie robią w tym czasie tego co powinni w swoim zawodzie. i tak po długich wielogodzinnych debatach głosują „za” bo się boją wzajemnie urazić jeden drugiego oraz innych kolegów. Dla kraju lepiej, żeby skupili się na badaniach, bo za to płaci podatnik. Lepiej, żeby dziekani tak jak wszędzie ograniczyli się do tego, do czego są ewentualnie powołani, czyli do sfery akademickiej – do zatwierdzania czy nadawania stopni naukowych i wręczania dyplomów. Wtedy wystarczająco ładnie wyglądają w togach…

Specjalizacje naukowe są tak rozwinięte i szczegółowe, że zarządzanie merytoryczne bieżącą działalnością badawczą i tak spoczywa na samych badaczach znających najlepiej swoje projekty i wspomaganych przez księgowych i oprogramowanie. Wystarczy wykluczyć sztuczną sprawozdawczość a szczególnie te pozorowane i nikomu niepotrzebne tak zwane badania statutowe. Jedyna Rada z głosem wykonawczym i to mocnym, jaka dzisiaj jest potrzebna uczelniom, to rada o kompetencjach patronackich (na wzór amerykańskich Board of Trustees), decydująca o strategii rozwoju uczelni w regionalnym kontekście gospodarczym i mianująca profesjonalnych menedżerów na stanowiska rektorów czy kanclerzy, także rozliczająca ich w pełni z wykonawstwa nałożonych zadań.

Spis treści

Menu
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin