Zła dydaktyka

Kiedyś wyliczyłem, że przy obciążeniu dydaktycznym 13 godzin / tydzień jakie zdarzyło mi się mieć w pewnym okresie, w tym nowe przedmioty, potrzebuję ponad 60 godzin na samo przygotowanie tych zajęć, i to tylko pobieżne, wcale nie takie jakbym chciał. Z kolei na poprawne i terminowe wykonanie obowiązków wynikających z prowadzenia projektu badawczego potrzebuję prawie 70 godzin tygodniowo. Nietrudno stwierdzić, że pogodzenie takich zadań jest po prostu niewykonalne. Nawet przy pełnym poświęceniu i z narażeniem zdrowia, pracując po 100 godzin na tydzień, nie jest się w stanie dobrze wykonać ani jednego, ani drugiego poprawnie. W sumie – wychodzi słabo. Jak długo można tak pociągnąć bez utraty zdrowia?

Sorry, taki mamy klimat, skwituje polityk…

Żeby nie być gołosłownym, przytaczam poniżej mniejsze tabelki ze szczegółowymi wyliczeniami dotyczącymi już tylko tego konkretnego przykładu. Pierwsza z nich (Tab. 2.) pokazuje sumaryczne tygodniowe obciążenia dydaktyczne. Po lewej stronie są wymienione zajęcia i ich rodzaje, z zaznaczeniem nowych przedmiotów, wymagających odmiennego przygotowania. Ten efekt lepiej widoczny jest po prawej stronie, gdzie w kolumnie oznaczonej „potrz./1g.” oszacowano minimalną ilość czasu faktycznie potrzebną do solidnego przygotowania jednej godziny takich zajęć. Taka suma solidnej pracy daje ponad 100 godzin tygodniowo. Obcinając czas przygotowania o połowę, w trzeciej kolumnie „fakt./1g” uwidoczniony jest rzeczywisty czas pobieżnego przygotowania jednej godziny, który praktycznie i tak jest jeszcze dalej obcinany do fizycznie wykonalnego wymiaru, czyli do porcji ok. 50 godz./ tydz. To powoduje jeszcze większą niestaranność i powierzchowność tej pracy, no ale co zrobić… Przecież trzeba jeszcze kiedyś spełnić – chociaż powierzchownie – wymagania badawcze, widoczne w kolejnej tabelce (Tab. 3.).

Tabela 2. Nauczanie i czas przygotowania

Spis treści

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin