Skuteczne reformy – jak siły natury…

W takim modelu osobowym za dziesięć do piętnastu lat mielibyśmy szansę dogonienia średniego poziomu światowego, mierzalnego przy pomocy ogólnie przyjętych wskaźników, nawet uwzględniając niezwykłą ostatnio dynamikę rozwoju badań w krajach azjatyckich. Oczywiście nie dałoby to żadnej gwarancji na uzyskanie polskiego Nobla naukowego, bo zupełnie nie o taką miarę chodzi. Kolejne rozdziały lepiej uwidocznią, że w dobrze działającym modelu gospodarki opartej na wiedzy najważniejsze są podstawy prawne i instrumenty finansowe ustanawiające właściwe proporcje i funkcjonowanie badań stosowanych, rozwojowych i wdrożeniowych. Na takim modelu najwięcej może skorzystać gospodarka, a podatnikom chyba głównie o to powinno chodzić.

Kto nie wierzy, może prześledzić dogłębniej mechanizmy gigantycznego ostatnio wzrostu liczby publikacji najwyższej klasy i liczby patentów i wdrożeń w Chinach, podobnie jak wcześniej to było w Japonii czy Korei Południowej. Bez uproszczeń, że kopiowanie, bo żeby kopiować technologie najpierw trzeba coś umieć, a potem trzeba umieć je rozwijać. Dobrze też skojarzyć te fakty z konfucjańskim, a nie kadencyjnym, długofalowym myśleniem strategicznym. Przypomnimy sobie, jak jeszcze niedawno wyśmiewano w Polsce jakąś tam „listę szanghajską”… No a Chiny w międzyczasie do tych wybranych, najlepszych uczelni świata metodycznie wysyłały dziesiątki tysięcy najzdolniejszej młodzieży na stypendia na wszystkich poziomach, łącznie z doktorskim. Dzisiaj ponad 80% zarządzających kadr administracyjnych i politycznych to inżynierowie, potrafiący dobrze liczyć i planować. Za życia jednego pokolenia zbudowali potęgę przemysłową, najdłuższe sieci autostrad i szybkich kolei w świecie, ponad 200 milionów mieszkań, i jeszcze można długo wyliczać…

Przedwojenną gospodarkę Polski też zbudowało kilku solidnych inżynierów, umiejących dobrze liczyć i planować, z I. Mościckim i E. Kwiatkowskim na czele. Zbudowaliby dużo więcej, ale za bardzo przeszkadzali im krótkowzroczni politycy… Gdyby w tym kraju na początku lat dziewięćdziesiątych zaplanowano i systematycznie przeprowadzono taką zdecydowaną reformę w nauce jakiej dokonano w gospodarce, to polska nauka i szkolnictwo wyższe byłyby dzisiaj na zupełnie innym poziomie, i także lepszy byłby ich wkład w gospodarkę, czyli finalnie w produkt krajowy.

Czasem porównuje się dobrze funkcjonujące państwo do skrzyni biegów w samochodzie, gdzie wszystkie tryby muszą się kręcić z tą samą prędkością. Tak jak najsłabszy tryb nie może być kołem zamachowym takiego mechanizmu, tak samo słaba nauka nie może być dzisiaj i nie będzie kołem napędowym gospodarki. Przez niechęć zgnuśniałej hierarchii tego środowiska i nieudolność polityków straciliśmy ponad ćwierć wieku rozwoju w sferze naukowych badań stosowanych i rozwojowych, oraz dobrych podstaw prawnych do sprawnego transferu wiedzy do gospodarki. Straciliśmy bezpowrotnie i to dzisiaj widać gołym okiem, więc trudno odwlekać takie głębokie reformy, bo są naprawdę potrzebne.

Przykłady z historii cywilizacji wskazują, że rola dobrej reformy w rozwoju organizacyjnym społeczeństwa jest taka jak rola sił przyrody w ewolucji. Każda reforma skonstruowana tak, by wymusić większą konkurencję a przez to postęp, stwarza szanse rozwoju najlepszym na długą przyszłość i to tak, by najmocniejsi nie tylko przeżyli, ale i poszli jak najdalej. Oni wytyczają granice nowych możliwości i wyznaczają standardy nowych jakości na długo. Historia uczy też, że z punktu widzenia efektywności dla pokoleń przyszłych podatników, skuteczne reformy powinny likwidować przywileje grup i prowokować wysiłek, najlepiej duży wysiłek i do tego kosztowo opłacalny przez długi czas. Jeśli nie ma wysiłku, to nie ma postępu. Jeżeli mierne cele można osiągnąć drzemiąc w wygodnym fotelu, to po czasie nie chce się nawet kiwnąć palcem i to się nazywa stagnacja. Niejedno imperium już tak zasnęło…

Spis treści

Menu
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin